
- śniadanie: 30g płatków czekoladowych z mlekiem 0,5%- 180 kcal
- przekąska: połamany na malutkie kawałki wafelek ryżowy w małej miseczce ( dostaje od tego wrażenia że zjadłam o wiele więcej niż naprawdę, polecam tak robić) -35 kcal






Pierdole kurwa... Mama dość! Umieram! nie, z jedzeniem jest okej, chudne, trochę wolniej niż bym chciała ale zawsze to coś... Jednak stało się coś gorszego... On odszedł... F. mnie zostawił... Moje cudowne kochane szczęście odeszło ode mnie... Niby musi naprawić parę spraw w życiu, potrzebuje odpoczynku od wszystkiego, izolacji... Ale ją potrzebuje jego! To samolubne... Mówi że ciągle mnie kocha, że ciągle chce.mnie poślubić i że wróci jak wszystko się ułoży... Niech talk będzie, będę czekać.
Może to talk naprawdę dlatego że jestem grubą? Że ważne 51 kg a nie 45?
A miało być tak piękne... Całe 5miesięcy poszło się jebać... Oh prawie 6...
Nie miała okresu w tym miesiącu, myślałam że jestem w ciąży ale nie, naszczescie~! Już mi starczy bólu na ten okres w życiu...
Chyba tyle wam powiem... Nic mi się już od życia nie
(wybicie za błędy ale autokorekta, wiecie jak potrafi denerwować...)
Dzisiaj około 630 kcal. Nie dała się frytką z Mcdonald'a~! Ciągnęło mnie fo nich więc zamiast nich zjadłam winogrona inaczej było by jakieś 510 kcal. Lepsze owoce które nie mają tłuszczu, są samym zdrowiem i witaminami niż tłuste sieciowe frytki. Jednak ją zawsze uważam że powinno być lepiej. Powoli do tego dochodzę.
(post z telefonu)
Znów paliłam, a więc i znów zawaliłam... Wybaczcie. Od dziś znów łapie kontrolę nad własnym życiem i ciałem. Muszę się ogarnąć. I że szkoła i z jedzeniem. Okropne jest żyć bez kontroli. Przerażające.
Chociaż nie miałam wielkiego gastro...
Zbliżają się ciepłe dni i muszę być chuda. Odchudzanie hard się zbliża. Mam mało czasu. Dziś na śniadanie zjadła dwie kanapki z wafla ryżowego sałaty i pomidora(80kcal) plus kawa. Jak zwykle. Obiad może zjem może nie. Może nie zjem już nic więcej. Wiem że potrafię. Znów będę mieć tą cholerą kontrolę~!
Potrzebuje was. Dajcie mi motywację. Proszę. Może jakieś motywując filmiki? Jakiś opierdol? Cokolwiek. Teraz mam swój gorszy okres i to mi jest właśnie.potrzebne...





"Bo zbyt wcześnie się nauczyłam, że wszystko jest niestałe, niestabilne i fałszywe, a jedynym sposobem, żeby poczuć tę cholerną pewność, jest wytworzenie jej sobie samemu..." -Judith Fathallah," Chuda"




Ale cóż... trudno. 



Byłam zabiegana i nie miałam na to głowy. F. choruje, ja zawalam szkołę... To mi zajmuje całą głowę. No i moje urodziny i co zrobić by mnie tak brzuch nie bolał bez żadnych leków przeciwbólowych
. Po prostu zapomniałam co zjadłam na śniadanie i ile miało kcal, obiadu też dokładnie nie pamiętam. Wiem że nie przekroczyłam 500 kcal, ale dla pewności dziś mam zamiar ćwiczyć i powtórzyć dzień 1. Nic się przecież nie stanie, prawda? 
Mogę posprzątać, posłuchać muzyki i bez problemów poćwiczyć z Mel B.
. Dlatego tak się ciesze że w domu nie będzie nikogo. Poćwiczę i zjem co będę chciała ( do 500 kcal oczywiście~!) Ale jakoś nie chce mi się jeść, zjem śniadanie, to moja zasada ale to potem. Na razie tylko kawa
.



.
. 





. Miałam ich nie kupować, tylko raz na miesiąc, ale ciągle jednak muszę żyć z rodzicami. Oni wiedzą że je lubię, ciężko mi się im oprzeć, więc postanowili je kupić wczoraj... A dzisiejsza sytuacja z F. bardzo mnie ze złościłam i ze stresowała. Nie widzę go już tak naprawdę 2 dzień i jutro go nie zobaczę, bo pracuje, 18-sty spędzam z T. z okazji moich urodzin... Też go nie zobaczę. Najszybciej w środę na parę godzin
. Gdy go niema przy mnie chodzę smutna, zestresowana, gdy go niema łatwo łapią mnie tego typu napady... Z nim łatwiej mi chudnąć. Nie wiem czemu. Chce mu udowodnić że..Że co? Naprawdę nie wiem, ale tak dobrze mi się chudnie gdy jest blisko, a gdy jest daleko wszystko jest trudniejsze. Dziwne... Wkurza mnie to. Bardzo.
. Wiem że jestem wystarczająco silna i zmotywowana po dzisiejszej rozmowie z samą sobą, z Aną. Wiecie że jak żałuje to robię wszystko by się poprawić, prawda? 

